Galeria zdjęć

  Będąc na szczycie pochylni Buczyniec, uważny turysta napotka (dostrzeże) godzien uwagi pomnik -  kamienny obelisk poświęcony inżynierowi G.J. Steenke, głoszący od 1872 r. sławę twórcy kanałowych pochylni na stokach Oberlandu.

 

Kanał Elbląski. Pochylnia Buczyniec. Obelisk Steenke pośród buczynieckich buków

Współczesny widok pomnika poświęconego twórcy Kanału Oberlandzkiego – Georgowi Jacobowi Steenke, na szczycie pochylni „Buczyniec” (autor: C. Wawrzyński)

 

   Po II wojnie światowej obelisk został zdemontowany, ze względu na napisy w języku niemieckim. Kilkadziesiąt lat później pomnik powrócił, jednak dodatkowo z tablicą z tłumaczeniem (dość luźnym) w języku polskim. Pod tekstem polskim umieszczono jeszcze dodatkowy tekst w języku niderlandzkim, sugerujący rzekomą „holenderskość” G.J. Steenke.

 

   Opisując granitowy obelisk stojący pod bukami w Buczyńcu, nie sposób pominąć gazetowej relacji z wyjątkowej podróży do Polski i wizyty na Kanale Elbląskim zagranicznej młodzieży, która miała miejsce w drugiej połowie lat 50. XX wieku.

 

Wizyta „imperialistycznych” studentów

(gazeta Das Ostpreussenblatt, nr 47 z 23.11.1957 r.)

 

Tytułem wstępu

    Przedstawiane tłumaczenie artykułu zamieszczonego w zachodnioniemieckiej gazecie w 1957 r. stanowi niezwykle ciekawy opis nie tylko rejsu po Kanale Elbląskim w okresie tużpowojennym, ale również ówczesnego wyglądu miejsc i okolic kanałowych oraz polskich realiów z punktu widzenia zagranicznego turysty.

     Z jego treścią należy koniecznie się zapoznać…

 

Das Ostpreussenblatt . Nagłówek niemieckiej gazety z 1957 r.

Nagłówek ze strony tytułowej gazety Das Ostpreussenblatt z 23 listopada 1957 r. (źródło: archiv.preussische-allgemeine.de)

 

     Opisany poniżej rejs kanałowy i wizyta zagranicznych studentów z kapitalistycznych krajów „zachodnich” w lipcu 1957 r. wpisywała się w polityczną „odwilż gomułkowską”, zainicjowaną w październiku 1956 r.

    W tym okresie Zrzeszenie Studentów Polskich m.in. organizowało studenckie wymiany młodzieży, a także działalność rozpoczęło Biuro Podróży i Turystyki „Almatur”, zajmujące się organizowaniem turystyki środowiska studenckiego.

 

     Zachodnioniemiecki, a więc zagraniczny student, wymienia studentów z innych krajów jako zagranicznych… W relacji z wyprawy pobrzmiewają nuty żalu, a nawet poczucia krzywdy z powodu utracenia ziem na Wschodzie. Wszak od wojny minęło ledwie 12 lat, panowała wciąż aura tymczasowości i nietrwałości granic, można jeszcze było spotkać autochtonów, zaświadczających o innych, nierzadko (z punktu widzenia piszącego) lepszych czasach. Te jednak miały już nigdy nie wrócić…

 

Wycieczkowiec "Władysław Hibner"

    Statek pasażerski „Władysław Hibner”, którym wówczas płynięto, to opisany swego czasu przez Waldemara Danielewicza („Statki Kanału Elbląskiego 1860-2012” [w:] „100 lat żeglugi pasażerskiej Ostróda-Iława-Elbląg”, s. 210-211) dawny „Pfeil” (niem. Strzała), motorowiec wybudowany na przełomie 1911/1912 r. w elbląskiej stoczni Franza Schenka.

 

Kanał Elbląski. Statki pasażerskie WŁADYSŁAW HIBNER i PFEIL na pochylni "Całuny"

Statek pasażerski na stoku pochylni „Całuny”. Po lewej – jako WŁADYSŁAW HIBNER. Po prawej – jako PFEIL (źródło: zbiory W. Danielewicza oraz fotopolska.eu)

 

    W czerwcu 1948 r. Państwowa Żegluga na Wiśle w Gdańsku zakupiła statek od Miejskich Zakładów Komunikacyjnych Gdańsk-Gdynia. Po wstawieniu motoru jednostkę nazwano „Kołobrzeg” i skierowano na trasę Elbląg – Ostróda. Zdolność przewozową określano na 100 osób. Po sezonie turystycznym pełnił funkcję holownika tratw na Kanale Elbląskim.

     Od 1951 r. nowy armator Państwowa Żegluga na Wiśle w Warszawie, Ekspozytura w Gdańsku zmieniła nazwę statku na „WŁADYSŁAW HIBNER”. Od lipca 1954 r. statek pływał w barwach P.P. Bydgoska Żegluga na Wiśle Ekspozytura w Elblągu. Na pokład zabierał 80 pasażerów. W styczniu 1957 r. „Władysław Hibner” trafił do nowo powstałego Przedsiębiorstwa Państwowego Żegluga Gdańska w Gdańsku.

     W 1959 r. otrzymał nowy silnik i został przebudowany. Mógł wówczas zabierać na pokład 68 pasażerów. Wycofany został z eksploatacji po zakończeniu sezonu w 1964 r., a ostatecznie pocięty na złom na Dolnym Śląsku w 1997 r.

 

Poprzez kanałowe pochylnie.

Hamburscy studenci na wycieczce po Oberlandzie latem 1957 r.

    Tego lata pięciu studentów z Hamburga, wraz ze studentami z Francji, Szwecji, Stanów Zjednoczonych i Holandii, przyjechało na tydzień do naszych stron ojczystych na zaproszenie Zrzeszenia Studentów Polskich w Olsztynie. Żaden z nich nie widział wcześniej Prus Wschodnich, jeden z uczestników, wysiedleniec z Pomorza, przedstawił nam (redakcji gazety – przypis C.W.) opis wyprawy na Kanał Oberlandzki i kanałowe pochylnie; przyniósł też kilka zdjęć. Oto jego sprawozdanie.

 

    W lipcowy poranek około siódmej wysiadamy zaspani z pociągu relacji Allenstein - Elbing. Na peronie czytamy „Elbląg”.

 

Powojenny dworzec w Elblągu , ok. 1958 r.

Dworzec kolejowy w Elblągu pod koniec lat 50. XX w. (źródło: fotopolska.eu)

 

   W prawie cztery godziny pociąg przywiózł nas przez Morąg i Pasłęk do Elbląga, starego miasta hanzeatyckiego. Nasza piątka z Hamburga właściwie nie tyle przyjęła zaproszenie polskiej grupy studenckiej na wakacje i wycieczkę rekreacyjną po malowniczym terenie, który znaliśmy jedynie z książek i opowiadań – co raczej chcieliśmy rozejrzeć się po tej części Niemiec, skąd nasi rodacy zostali przymusowo wypędzeni prawie trzynaście lat temu.

 

    Poruszamy się tu jak w obcym kraju. To dziwnie uczucie stąpać po niemieckiej ziemi, której w latach powojennych czyjąś ręką nadano zupełnie inne oblicze. Dobrze, że wcześniej zaopatrzyliśmy się w materiały o Prusach Wschodnich. Wzięliśmy ze sobą mapy, plany miast i stary przewodnik po Prusach Wschodnich. To, w jakim mieście w Prusach Wschodnich jesteśmy, jaką rzekę lub jezioro mamy przed sobą, możemy ustalić tylko za pomocą dwóch map - niemieckiej, którą przywieźliśmy ze sobą i polskiej, którą tu kupujemy.

 

    „Rejs statkiem z Elbląg do Ostróda” jest w programie, który przedstawili nam polscy gospodarze i jest napisany dziwnym niemieckim.

 

Gruzy w Elblągu

    Z dworca kolejowego Elbląg idziemy wzdłuż Tannenberg-Allee (Aleja Grunwaldzka – przypis C.W.) do miasta. Drogę wskazuje nam stary niemiecki plan miasta. Nic nie wydaje się zniszczone. Tylko szary nieład, w jakim prezentują się ulice i domy, wskazuje na niedbalstwo i biedę, jaką widać teraz we wszystkich miastach Prus Wschodnich, które widzieliśmy.

     W brudnym barze z przekąskami w Stadtgarten (Park Planty – przypis C.W.) było jeszcze za wcześnie. Gdy nastała poranna godzina pełna ludzi, dostajemy kakao z maślanymi bułeczkami. Za oknem widać kolorowy ogród miejski, którego zadbane kwietniki dziwnie odstają od otoczenia i wnętrza baru.

 

Zniszczenia wojenne. Elbląska Starówka w 1957 r.Zdjęcia zburzonego Starego Miasta w Elblągu zamieszczone w omawianym artykule (źródło: Das Ostpreussenblatt nr 47 z 1957 r.)

 

      Następnie stajemy na Friedrich-Wilhelm-Platz (Plac Słowiański – przypis C.W.). To właśnie tutaj zaczynało się średniowieczne centrum starego hanzeatyckiego miasta. Dziś w tej części miasta zachowało się zaledwie kilka budynków. Z gruzowiska porośniętego drzewami i chwastami przy murach domów wystają jedynie kikuty wieży bramy targowej i Nikolaikirche (kościół pw. św. Mikołaja – przypis C.W.). To ponury obraz.

    Kościół jest w trakcie budowy, ustawiono kilka rusztowań. Wewnątrz wieży wchodzimy po starych schodach. Odbudowano stalowy szkielet iglicy. Wchodzimy po żelaznych kręconych schodach na górę, skąd rozciąga się daleki widok na miasto i całą okolicę. Pod nami widzimy ruiny i resztki murów, które sprawiają upiorne wrażenie.

     Na północy lśni w słońcu woda Zalewu Wiślanego. Po drugiej stronie widzimy jezioro Druzno. Kiedy ponownie schodzimy, wchodzimy na chwilę do nawy głównej. Wnętrze kościoła zostało odrestaurowane i właśnie odbywa się ceremonia ślubna.

 

Widok z elbląskiej wieży katedralnej na rzekę Elbląg. Zdjęcia archiwalne

Widoki z elbląskiej wieży katedralnej. Po lewej – w kierunku południowo zachodnim, w początkach lat 40. XX w. Po prawej – w kierunku zachodnim, na „trwale zwodzony” Most Wysoki, w początkach lat 60. XX w. (źródło: fotopolska.eu)

 

    W drodze na przystań dla parowców mijamy stary rynek i dochodzimy do bramy targowej. Wśród gruzów mężczyźni i kobiety pozyskują cegły, które układają w sterty na chodniku.

    Przejeżdża dudniąc tramwaj i przegania nas ze środka ulicy. Poza tym widzimy tylko kilka pojazdów, głównie wozy konne. Murarze naprawiają zniszczenia wojenne przy bramie targowej. Dlaczego tak się dzieje, skoro całe centrum miasta jest wciąż w ruinie? - zadajemy sobie pytanie.

 

Na statku motorowym „Władysław Hibner”

    Nasz statek motorowy, który pochodzi jeszcze sprzed 1945 r., a teraz jego polska nazwa to „Władysław Hibner”, kiedy do niego docieramy, jest załadowywany wieloma skrzynkami polskiego piwa („Piwo”) oraz purpurowej i zielonej jak trawa lemoniady.

    Około godziny dziewiątej po raz pierwszy słyszymy jednostajny szmer naszego stateczku, który ma nas nieść na swoim pokładzie przez następne jedenaście godzin W tym samym czasie znacznie większy parowiec pełen spragnionych kąpieli płynie w przeciwną stronę do Krynicy Morskiej. My płyniemy w górę rzeki Elbing.

 

Statki pasażerskie EDWARD DEMBOWSKI i WŁADYSŁAW HIBNER na przystani w Elblągu

Ostródzkie statki pasażerskie EDWARD DEMBOWSKI i WŁADYSŁAW HIBNER przy nabrzeżu w Elblągu na przełomie lat 50. i 60. XX w. Na śródpokładzie pierwszego widoczne skrzynki z piwem lub lemoniadą (źródło: zbiory Muzeum w Ostródzie)

 

    Most Niski jest jedynie prowizorycznie odtworzony. Ruiny Wysokiego Mostu leżą w wodzie, a w jego miejsce, dalej w górę rzeki zbudowano drewniany most zwodzony. Kilka krów pasie się na Uferstrasse, dawnym Hermann-Balk-Ufer (Bulwar Zygmunta Augusta, pomiędzy mostami – przypis C.W.). Nabrzeżne umocnienia popadły w ruinę.

    Barki są ładowane złomem na dawnym miejscu montowni samochodów. To są nasze ostatnie wrażenia z tego niegdyś dobrze prosperującego miasta, które wkrótce znika za nasypem kolejowym starej linii Königsberg-Berlin.

 

Na jeziorze Druzno

    Mamy chwilę czasu na rozejrzenie się po naszym pojeździe. Ludzie rozłożyli się wygodnie na ławkach i na płaskim pokładzie. Polscy wycieczkowicze - głównie starsze pary małżeńskie i rodziny z dziećmi - są podobnie lekko ubrani na letnie upały jak nasza grupa studencka. Kobiety noszą charakterystyczne dla Polski białe chusty, które często są jedynym elementem garderoby poza strojem plażowym czy kąpielowym.

 

Jezior Druzno. Dawna gospoda i przystań „Ström”

Przedwojenna gospoda „Ström” na północnym krańcu jeziora Druzno (źródło: fotopolska.eu)

 

    Przy wejściu na Druzno stateczek po raz pierwszy cumuje przy chwiejnym pomoście, aby wysadzić wycieczkowiczów. Z dużej restauracji wycieczkowej (zapewne gospoda Ström, inaczej Stromhäuser, współcześnie nieistniejące siedlisko – przypis C.W.) na tej przystani pozostały tylko ruiny. Okna na parterze są zabite deskami; otwarte wnęki okienne wpatrują się w nas z pierwszego piętra. Po drugiej stronie kanału jest też kilka domów, które nie są już zamieszkałe.

 

Kanał Elbląski i jezior Druzno. Lokalizacja gospody i przystani Ström

Po lewej – fragment niemieckiej mapy Messtischblatt „Elbing” z 1929 r. Widoczny żeglowny tor wodny i gospoda „Ström”, u dołu tartak i gospoda „Trzy Róże”. Po prawej – współczesny widok miejsca po gospodzie „Ström” (na jej wysokości statek pasażerski) na ortofotomapie (źródło: mapy.amzp.pl oraz mapy.geoportal.gov.pl)

 

     Nasz stateczek przemierza po torze wodnym oznaczonym bojami jezioro Druzno, to raj dla ptaków i roślin wodnych. Żółte i białe lilie wodne między jasnozielonymi liśćmi, trzcinami i szuwarami, pływające wyspy z miejscami gniazdowania ptaków - nie można tym nacieszyć oczu. Karmimy mewy, nury i dzikie kaczki, a dzikie gęsi, żurawie i czaple przelatują przed naszą łodzią.

     Na torze wodnym przed nami jest mała pogłębiarka. Następnie zostawiamy za sobą zamulające się jezioro.

 

Pochylnie kanałowe

     Za zakrętem kanału wznosi się przed nami pierwszy nachylony stok, kanałowa pochylnia (Całuny – przypis C.W.), o której dużo już czytaliśmy, a pomimo to nas zadziwia, gdy nagle widzimy tak ją przed sobą. Z zaciekawieniem obserwujemy, jak łódź wchodzi w ramę, której poręcz wystaje z wody po obu stronach i zostaje w niej zamocowana.

 

Kanał Elbląski. Statek WŁADYSŁAW HIBNER na pochylni w 1957 r.

Zdjęcia statku pasażerskiego WŁADYSŁAW HIBNER z międzynarodową młodzieżą studencką (prawdopodobnie pochylnie „Jelenie” i „Całuny”), zamieszczone w omawianym artykule (źródło: Das Ostpreussenblatt nr 47 z 1957 r.)

 

     Powoli jesteśmy wyciągani z wody na stalowej linie, suniemy po szynach w górę po zboczu. Na sąsiednim torze kolejny wagon zbliża się do nas z góry jako przeciw-wahadło, na którym rozłożyła się cała rodzina łodzi wiosłowych. Po kolei wyskakujemy na brzeg, krocząc obok, aby przyjrzeć się sprawie z ukosa.

 

Kanał Elbląski. Dawni wioślarze na wózkach pochylni

Łodzie wiosłowe na wózkach pochylni w końcu lat 30. XX w. (źródło: www.bildarchiv-ostpreussen.de)

 

     W międzyczasie nasz statek osiągnął wierzchołek i zsuwa się nieco w dół do wyższego odcinka kanału. Z nabrzeża przystani wchodzimy z powrotem na pokład; podróż trwa dalej.

 

Kanał Elbląski. Statek HENRYK RUTKOWSKI z młodzieżą na wózku pochylni

Młodzież na statku pasażerskim HENRYK RUTKOWSKI jadącym na wózku ze szczytu pochylni „Jelenie”, na przełomie lat 50. i 60 XX w. (źródło: zbiory W. Danielewicza)

 

     Podróż naszej łodzi po lądzie powtarza się jeszcze czterokrotnie, aż docieramy do ostatniego stanowiska w Buchwalde (w Buczyńcu – przypis C.W.). Podczas gdy wagon z łodzią sunął powoli w górę stoku pochylni, wyszliśmy ponownie na ląd i usiedliśmy w cieniu tamtejszych buków.

 

Kanał Elbląski. Statek pasażerski WŁADYSŁAW HIBNER na pochylniach w 1957 r.

Zdjęcia statku pasażerskiego WŁADYSŁAW HIBNER z międzynarodową młodzieżą studencką (prawdopodobnie pochylnie „Kąty” i „Oleśnica”), zamieszczone w omawianym artykule (źródło: Das Ostpreussenblatt nr 47 z 1957 r.)

 

    Podchodzi do nas jakiś mężczyzna i mówi do nas, pytając: skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy. Szybko okazuje się, że to Niemiec, który nadal mieszka tu z rodziną i obsługuje tę pochylnię.

    Opowiada nam, że niedawno odwiedził swojego brata w Essen i po piętnastu latach mógł świętować ponowne spotkanie. Jego rodzina musiała w tym czasie pozostać w Buczyńcu.

 

Kamień pamiątkowy w szopie

    Spacerując po okolicy, odkrywamy starą szopę. Kiedy z zaciekawieniem patrzymy do środka, nasz wzrok pada na pamiątkowy kamień z niemieckim napisem, do połowy zakryty szczapami drewna.

 

     Czytamy na nim:

Budowniczemu Kanału Oberlandzkiego i kanałowych pochylni, Królewskiemu Radcy Budowlanemu STEENKE, w pięćdziesiątą rocznicę służby, 15 lipca 1872 r., w dowód trwałego uznania. Wdzięczni ziemianie.

 

Pochylnia Buczyniec. Porzucony w szopie pomnik Steenkego

Widok porzuconego kamienia pamiątkowego z pomnika Steenke w pomieszczeniu gospodarczym pochylni „Buczyniec” (źródło: www.bildarchiv-ostpreussen.de)

 

    Później dowiadujemy się, że Polacy usunęli stary kamień pamiątkowy, oraz że planują umieścić polski kamień pamiątkowy. Czy niemiecki Radca Budowlany Steenke zostanie przemianowany na "pra-Polaka" na tym nowym kamieniu (ostatecznie został przemianowany na Holendra – przypis C.W.), jak przydarzyło się to już wielu innym osobistościom wschodniopruskiej historii?

 

Pochylnie na Morris Canal

     Zagraniczni studenci, którzy wybrali się z nami na tę wycieczkę, są prawdziwie zdumieni, gdy mówimy im, że cała maszyneria ma prawie sto lat, została zaprojektowana i zbudowana przez Niemców i dopiero od niedawna jest przez Polaków przygotowana pod turystykę.

    Powiedzieliśmy im, że ten szlak kanałowy był początkowo planowany jako szlak handlowy i tylko poprzez rozbudowę sieci kolejowej i wzrost ruchu turystycznego stał się popularną trasą wycieczek. Mnóstwo razy pochylnie zostały obfotografowane przez nas i naszych zagranicznych przyjaciół.

 

Kanał Morris. Statek wycieczkowy na pochylni.

Rejs wycieczkowy statkiem po Morris Canal w początkach XX w. Pochylnia nr 11 East w Bloomfield (źródło: Library of Congress)

 

    Amerykańscy studenci informują, że urządzenia pochylniowe były w pobliżu Nowego Jorku, na Kanale Morris, na wzór którego Radca Budowlany Steenke zbudował kiedyś szlak kanału wschodniopruskiego, lecz zostały już dawno zburzone (dawno, czyli wówczas niewiele ponad 30 lat, w połowie lat 20. XX w. – przypis C.W.). Tak więc było to szczególne przeżycie również dla przyzwyczajonych do sensacji Amerykanów, by móc podróżować drogą lądową statkiem.

 

Ożywiony ruch wycieczkowy, zamarły ruch gospodarczy

     Później dowiadujemy się, że ruch wycieczkowy na kanałowych pochylniach wznowił się dopiero w zeszłym roku (informacja nieścisła, gdyż stało się to z końcem sezonu żeglugowego 1947 r.; może więc chodziło o wznowienie rejsów turystycznych po kolejnym remoncie? – przypis C.W.). Sam kanał jest pod opieką polskiego zarządu w Gdańsku. Przedsiębiorstwo żeglugowe, do którego należą statki, znajduje się w Ostródzie.

    W miesiącach letnich z Ostródy i z Elbląga kanałem kursują codziennie dwa statki (co najmniej dwa, faktycznie było tych jednostek więcej – przypis C.W.). Korzysta z niego również wielu miłośników sportów wodnych. W trakcie całego rejsu nie widzieliśmy barek kanałowych, stare ścieżki holownicze na brzegach są zarośnięte.

 

     Po drodze widzimy rozległe pola zbożowe, buraczane i ziemniaczane, w większości porośnięte chwastami. Jeden z naszych towarzyszy podróży, syn rolnika, nie może się w ogóle uspokoić z powodu zaniedbania tych pól; wciąż milcząco potrząsając głową. Szwedzcy i holenderscy uczestnicy naszego wyjazdu studyjnego, przyzwyczajeni do innego spojrzenia na ziemię uprawną, wyniesionego z domu, są również zszokowani zaniedbanymi polami.

 

Kanał Elbląski. Dawny rejs statkiem HENRYK RUTKOWSKI. Okolice karczemki

Rejs statkiem pasażerskim HENRYK RUTKOWSKI na przełomie lat 50. i 60 XX w. Prawdopodobnie okolice Karczemki przy styku z jeziorem Piniewo (źródło: zbiory W. Danielewicza)

 

    Pierwotne piękno krajobrazu robi na nas głębokie wrażenie. Na długich odcinkach brzegów rosły gęste krzaki olchy. Upał stawał się uciążliwy. Nasz obiad otrzymujemy tak, jak zwykle Polacy podczas podróży: do jednej ręki kiełbasa, a do drugiej bułka. Do tego dochodzi też butelka piwa wrocławskiego.

 

Okolice Małdyt i Miłomłyna

     Po przejściu kilku mniejszych jezior dochodzimy do jeziora Ruda Woda. Tutaj robi się żywiej. Podobnie jak na jeziorach mazurskich (Wielkich Jeziorach Mazurskich – przypis C.W.) tak i tutaj widzimy na wodzie wiele żaglówek i wioślarzy oraz zadbane pola namiotowe na brzegach, tak jak znamy to na Zachodzie.

     Zbliża się do nas statek z przeciwnego kierunku; wita go bicie w wielki dzwon okrętowy, głośne okrzyki i machanie chusteczkami.

 

Statki pasażerskie EDWARD DEMBOWSKI i WŁADYSŁAW HIBNER w Ostródzie

Tym drugim statkiem był zapewne „EDWARD DEMBOWSKI”, statek pasażerski wybudowany w 1909 r. w królewieckiej stoczni Gustava Fechtera i noszący przed II wojną światową nazwę „MARTA”, z portem macierzystym w Iławie. Na zdjęciu statki EDWARD DEMBOWSKI i WŁADYSŁAW HIBNER na przystani pasażerskiej w Ostródzie (źródło: zbiory W. Danielewicza)

 

     Niedaleko Miłomłyna towarzyszą nam drewniane tratwy, połączone z pni drzew z okolicznych dużych lasów, prowadzone z jeziora Bartężek.

    Między drzewami wita nas stara, krzyżacka wieża kościelna (w Miłomłynie – przypis C.W.). Tutaj kanał się rozwidla. Wjeżdżamy do śluzy, gdzie zostajemy ustawieni na wysokości Jeziora Drwęckiego (skrót myślowy, gdyż do tego konieczne jest jeszcze przejście śluzy „Zielona” – przypis C.W.). Na brzegu tego jeziora znajduje się cel naszej podróży - Ostróda.

 

Kanał Elbląski. Statek pasażerski HENRYK RUTKOWSKI we wnętrzu śluzy Miłomłyn

Statek pasażerski HENRYK RUTKOWSKI wewnątrz komory śluzy „Miłomłyn” (źródło: zbiory W. Danielewicza)

 

   Śluza jest otoczona przez wiele łodzi, które chcą być obsługiwane w obu kierunkach. Na brzegu oblegani przez turystów straganiarze z kiełbaskami, napojami, pamiątkami i pocztówkami.

 

Okolice Ostródy

   Nastał wieczór. Wszyscy jesteśmy zmęczeni, gdy docieramy do Jeziora Drwęckiego po pokonaniu ostatniego fragmentu kanału, który teraz prowadził przez gęste lasy sosnowe. Przechodzimy pod mostem kolejowym dzielącym jezioro. Przed nami ukazuje się Ostróda. To tylko kilkaset metrów od przystani do stacji kolejowej.

   Po godzinie jazdy docieramy do Olsztyna.

 

Heimat und Vaterland

  Piękno krajobrazu Oberlandu było dla nas wszystkich niezapomnianym przeżyciem, a nasi zagraniczni towarzysze podróży mogli traktować tę podróż jak każdą inną wakacyjną wyprawę przez cudowne okolice – ale dla nas, Niemców, ta podróż oznaczała więcej, dużo więcej.

  Jak cień kładł się na ten piękny letni dzień, tak podczas całej podróży przez Prusy Wschodnie, mieliśmy świadomość, że kraj ten został Niemcom skradziony...

 

Jezioro Drwęckie. Statek pasażerski WŁADYSŁAW HIBNER na przystani w Ostródzie

Koniec rejsu z Elbląga do Ostródy. Statek WŁADYSŁAW HIBNER na przystani pasażerskiej w miejskiej zatoce Jeziora Drwęckiego (źródło: zbiory W. Danielewicza)

 

   Czy polscy studenci, którzy opiekowali się nami jako gospodarze przyjaźnie i troskliwie, nie odczuwali dyskomfortu, gdy pokazywali nam, Niemcom, cząstkę naszego kraju? Nie wiem. Wiem tylko, że byliśmy bardzo zadumani, kiedy wracaliśmy.

    Ani przez chwilę podczas tej wyprawy studyjnej nie opuszczało nas poczucie, że ​​stąpamy po niemieckiej ziemi, że pomimo wszystkich zniszczeń i zaniedbań tego terenu, a także wysiłków Polaków, odczuwaliśmy odwiecznie niemieckie oblicze Prus Wschodnich.”.

 

Podsumowanie gazetowych informacji „pomnikowych”

    Zgodzić się wypada, że jest to całkiem ciekawa i pouczająca relacja z dawnej wyprawy turystycznej. Co dzięki niej możemy wiedzieć o losach obelisku poświęconemu budowniczemu Kanału Oberlandzkiego:

1) pomnika nie było już na jego pierwotnym miejscu w latach 50. XX wieku;

2) szczęśliwie nie został zniszczony, ale zdemontowany i wrzucony do niedalekiej szopy (według innego przekazu początkowo miał leżeć w pobliskich krzakach);

3) planowano umieścić tam kamień pamiątkowy z polskim nazewnictwem, jednak o bliżej nieokreślonej treści (autor relacji sądzi, że byłaby to próba „spolonizowania” G.J. Steenke).

 

Wizyta „NRD-owskich” studentów?

(gazeta Mohrungen Heimatkreis-Nachrichten, nr 96 z 2002 r.)

 

   Według krótkiego listu czytelnika do redakcji Mohrungen Heimatkreis-Nachrichten, niejakiego Rüdigera Podlecha z Sankt Augustin (Nadrenia Północna-Westfalia): „Musiało to być w okolicach wiosny 1988 r. Grupa młodzieży z NRD kwestionowała, że upamiętnia się „królewskiego” radcę budowlanego – czego nie da się pogodzić z ideami socjalistycznymi – i zażądała jego usunięcia (...)

   Kiedy byłem tam z moją żoną latem 1988 r., w miejscu tym stał tylko pusty cokół, a żona pracownika pochylni pokazała nam - w garażu, ukryty wśród rupieci i wełnianych koców – kamień, którego na szczęście się nie pozbyto.”.

 

Rysunek i zdjęcie pomnika Steenke na pochylni w Buczyńcu

Archiwalny rysunek inwentarzowy pomnika Steenke w Buczyńcu, w skali 1:25 oraz widok pomnika na jego pierwotnym miejscu w maju 1992 r., czyli 170 lat po jego odsłonięciu (źródło: steenke.eu oraz www.bildarchiv-ostpreussen.de)

 

     Umieszczenie w czasie tego zdarzenia (jeśli w ogóle miało miejsce) wydaje się być całkiem oderwane od rzeczywistości. W 1988 r. grupy młodzieżowe z NRD raczej byłyby skłonne do przygotowań ucieczek trabantami za granicę kraju, niż do dbania o „właściwe”, socjalistyczne brzmienie tablic na pomnikach.

    Albo więc mamy przypadek pomylenia lat: być może chodziło o pierwotny obelisk i rok 1948?, choć formalnie Niemiecka Republika Demokratyczna powstała dopiero jesienią 1949 r.; albo też młodzież wschodnioniemiecka widziała już nowo (ponownie) postawiony obelisk (ponoć w 1986 r.), w jego obecnym kształcie i musiała jednocześnie zachować (ich opiekunowie?) pozory ideologiczno-instytucjonalnej poprawności…

 

Datowanie losów pomnika

     Rzeczą raczej pewną jest data odsłonięcia obelisku, a więc 15 lipca 1872 r. Był to poniedziałek.

    Sądzić wypada, że został usunięty albo pod koniec 1947 r. (uruchomienie powojennej żeglugi turystycznej), albo z początkiem pierwszego pełnego sezonu turystycznego, czyli wiosną 1948 r., ewentualnie z początkiem 1949 r., kiedy to ministerialnym rozporządzeniem oficjalnie zerwano z nazwą Kanał Oberlandzki na rzecz Kanału Elbląskiego.

 

    W latach 50. XX wieku kamień pamiątkowy miał leżeć porzucony w szopie, a w latach 80. XX wieku w pochylniowym garażu. Regionalny historyk Lech Słodownik twierdzi, że obelisk powrócił na swoje pierwotne miejsce w 1986 r. (historia Gminy Rychliki; www.rychliki.pl).

 

Współczesny widok pomnika Steenke na pochylni w Buczyńcu

Widok pomnika i jego otoczenia w październiki 2020 r. (autor: C. Wawrzyński)

 

    W latach 80. XX w. kanałem zarządzał Inspektorat Eksploatacji Wód w Tczewie, który podlegał Okręgowej Dyrekcji Gospodarki Wodnej w Poznaniu. Pod Tczew podlegał z kolei Nadzór Wodny w Elblągu. Póki co nie jest zatem wiadome, czy za przywrócenie obelisku w formie „trójjęzycznej’ (z całymi tego konsekwencjami) odpowiadają Elblążanie, Tczewianie czy Poznaniacy…


Cezary Wawrzyński

Ostróda, kwiecień 2021 r.   

 

Rejs kanałowy "zachodnich" studentów w 1957 r. 

09 kwietnia 2021
Kanał Elbląski. Statek pasażerski WŁADYSŁAW HIBNER na pochylni kanałowej
Logo 160. rocznicy otwarcia Kanału Elbląskiego

Kraina Kanału Oberlandzkiego